Prosiaczek Moris- strażnik drobniaków

Już od najmłodszych lat, rodzice wpajali mi szacunek do pieniądza i namawiali do oszczędności. Od dziecka wiedziałam, że więcej przez to osiągnę: nie mam tu na myśli jedynie aspektów finansowych, ale i wartości, jakie zdobyłam. Oszczędności i zdolność dysponowania nimi kształtują charakter. Nie posuwajmy się w skrajności: skąpstwo to nie oszczędność, rozróżniajmy te cechy i uczmy tego również młodsze pokolenia.

Bonnie, świnka z kasą

Gdy byłam dzieckiem, rodzice kupili mi na urodziny świnkę skarbonkę. Nie tego oczekiwałam. Dziewczynki w wieku siedmiu lat spodziewają się raczej lalek i misiów zamiast porcelanowego „grubaska”. Rodzice jednak upierali się przy swoim: „naucz się oszczędzać i wydawać, docenisz to co masz i sama zdecydujesz na co przeznaczysz to, co osiągnęłaś”. Złota myśl, której wtedy jeszcze nie doceniałam, stała się moim hasłem na resztę życia. Bez entuzjazmu podjęłam się wyzwania. Z początku brakowało mi cierpliwości, ale co jakiś czas wrzucałam do świnki drobne, które dostawałam od rodziny. Po kilku tygodniach polubiłyśmy się: nazwałam świnkę Bonnie i z dziecięcą piosenką na ustach („świnka skarbonka, gdy głodna to jest zła..”) dokładałam jej pieniążki tak często jak się dało. Po wielu latach dotarła do mnie ironia tej sytuacji, którą zapewne część czytelników zdążyła wychwycić.

Nikt nie wiedział, jaki fundusz przetrzymuje prosiaczek. Skarbonka nie posiadała żadnej blokady, a rodzice zawyrokowali, iż sami stwierdzą kiedy będzie odpowiedni czas by zwolnić świnkę z obowiązków strażnika. Swoją drogą: uważałam, że wykonuje je nadzwyczaj dobrze, ponieważ wydawało mi się, że śledziła każdy mój krok. Z okazji moich dziesiątych urodzin, rodzice pozwolili śwince „zwrócić” mi moje oszczędności. Tata zaprosił ją do pokoju, aby potwierdzić hasło dostępu i wrócił po chwili niosąc naręcze monet. Podobno Bonnie udała się na długo wyczekiwaną emeryturę w gronie rodziny i nie miała sił się pożegnać- nie wiem ile w tym prawdy.

Zawartość tego, co kryła w sobie moja skarbonka na pieniądze wyzwoliło we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony byłam zdumiona, a z drugiej podekscytowana i zadowolona: Bonnie okazała się najlepszą strażniczką na świecie, za co nie zdążyłam jej podziękować. Okazało się, że pieniędzy wystarczyłoby na moją zachciankę sprzed kilku lat i nawet by trochę zostało, jednak okazało się, że nie odczuwałam już posiadania tej rzeczy. Pragnęłam czegoś innego, czegoś co satysfakcjonowałoby mnie na dłużej niż okres dzieciństwa, czegoś, czego jakość warta byłaby swojej ceny. I otrzymałam to.

Oszczędzanie według moich zasad

Moi rodzice przyznali, że byli dumni z mojej decyzji i z siebie z powodu tego, co dokonali. Postanowiłam przeznaczyć to, co dała mi skarbonka na wakacje. Co prawda nie było tego tak wiele, żeby opłacić podróż trzech osób, ale (jak twierdzą rodzice), mój wkład bardzo się przysłużył. Rzeczywiście, jakość mojego wydatku miała większą wartość niż to, co otrzymałabym po wcześniej planowanych zakupach. Pogłębiłam więź rodzinną, otrzymałam wspomnienia, ale i cenne lekcje, których nie zapomnę do końca życia. Lekcje, które teraz przekazuje własnym dzieciom. Uczę je nie tylko tego jak ważny jest szacunek i komunikacja z rodzicem, ale i tego jak odkładać pieniądze, by być zadowolonym z efektów jakie owo oszczędzanie dało. Wiem z własnego doświadczenia, że dzieciom brakuje cierpliwości, samodyscypliny i zaangażowania.

Pragną natychmiastowych rezultatów, a jak wiadomo nie otrzymają tego w życiu (przynajmniej nie tak, jak by chcieli). Na wczesnym etapie oszczędzania ważne jest wsparcie rodziców, albo wzór do naśladowania. A najlepiej jedno i drugie. Dziecko o wiele szybciej reaguje, jeśli rodzice również „hodują” swoją świnkę i pokazują latorośli jak odkładać pieniądze do skarbonki. Nie generuje to wzmożonego wysiłku z naszej strony, a korzyści są takie, że dziecko pomyślnie przejmuje dobre nawyki, my natomiast zyskamy niewielkie wsparcie budżetu. Co prawda żadna świnka nie podpisze z nami umowy dotyczącej naliczania procentowego, jednak lepsze to, niż nic. Poza tym: któż lepiej przypilnuje naszych drobniaków przed nami samymi jak nie właśnie pyzaty prosiaczek?

Oczywiście na samym powierzaniu pieniędzy śwince nie możemy polegać w trakcie nauki oszczędzania. Nasze dziecko musi mieć co oszczędzać: w moim przypadku były to drobniaki z reszty z zakupów i „zachęty” od rodziny. Ja zdecydowałam się na kieszonkowe. Określiłam jedną, niewielką stawkę, która nie będzie podlegać zmianom aż do momentu, gdy moje dzieci nie staną się bardziej odpowiedzialne. Część z tej kwoty nakazałam przekazywać śwince, wyjaśniając przy tym zasady oszczędzania. By jeszcze bardziej uświadomić moje pociechy, od czasu do czasu zabieram je na zakupy, gdzie uczę porównywania cen i oszczędzania na produktach.

Podsumowanie

Istnieje wiele sposobów na oszczędzanie, których możemy uczyć swoje smyki. We wczesnym wieku warto zacząć od takich oto podstaw, a z czasem poszerzać horyzonty swoich dzieci. Jednak by osiągnąć najlepsze rezultaty również i my musimy stale rozwijać naszą wiedzę. Pamiętajmy: dzieci i ich wychowanie to największa odpowiedzialność, którą przejmujemy aż do końca życia.

Dodaj komentarz