Światełko w tunelu: w stronę przyszłości

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami… Nie, to nie ta bajka, ale rzeczywiście: czasy są dość odległe, a historia również zawiera w sobie mnóstwo blasku i szczęśliwe zakończenie. Może nie ma w niej miejsca na romanse i huczne bale, jednak znajdą się chwile kontemplacji w świetle świec, które dały początek szczęśliwej, świetlanej przyszłości. Kto jest jej autorem, kto głównym bohaterem i od czego wszystko się zaczęło? Już za chwilę.

O dwóch takich, którzy wnieśli blask

Nasza historia rozpoczyna swój bieg w dziewiętnastowiecznej pracowni angielskiego wynalazcy Joseph’a Wilson’a Swan’a. Zapragnął on zaistnieć w świecie nauki tworząc wielkie dzieło dostępne dla mas. Nasz fizyk bezustannie rozmyślał o swojej wizji, a wszelkie pomysły spisywał, by później kontemplować nad ich słabymi i mocnymi stronami. Co jakiś czas, obserwował swoje teorie w praktyce, tworząc prototypy. Pewnego dnia 1850 roku nadeszła przełomowa chwila: Swan dokonał odkrycia żarówki. Wzięła ona swą nazwę od żarzącego się w szklanej bańce papieru, którego blask oświetlał pomieszczenie. Mimo sporej wady w postaci małej wydajności, żarówka została pozytywnie przyjęta przez opinię publiczną i opatentowana. Jej pomysłodawca nie spoczął jednak na laurach.

Prowadził dalsze badania, by w końcu w 1875 roku ogłosić ich kres i przedstawić ulepszoną wersję żarówki. Modernizacja była niewielka: Swan zmniejszył ilość tlenu wewnątrz bańki, przez co płomień nie trawił papieru w tak szybkim tempie. Był to jeden z nielicznych przypadków, kiedy ograniczona ilość O2 wyszła komuś na dobre. Zmodyfikowaną wersję żarówki niezwłocznie opatentowano, jednak nie przeszkodziło to innym na „zapożyczenie” projektu i ulepszenie go swój sposób. Osobą, której zawdzięczamy ówczesną formę lampy żarowej jest Thomas Edison, który nie tylko ulepszył budowę wnętrza samej bańki, ale opracował własny rodzaj gwintu. Początkowo obaj panowie prowadzili sprzedaż swoich wynalazków na dwóch różnych kontynentach, jednak z czasem doszli do porozumienia, a efektem ich współpracy była ogromna korporacja żarówkowa. Tak mogłaby się zakończyć ta historia. Ale…

Kiedy żarówka goni żarówkę

Dla żarówek był to zaledwie początek. Rozsławione zarówno w Europie, jak i USA, szybko zyskiwały nowych użytkowników. W rytm zasady głoszącej, że jeśli jest popyt, będzie i podaż, produkowano coraz więcej lamp żarowych, jednocześnie modyfikując je pod wieloma względami: żarówki różniły się m.in. kształtem, rozmiarem oraz składem chemicznym. Dzisiaj, pojęcie „żarówka”, bardzo się rozrosło. Nie mamy tu już do czynienia jedynie z tradycyjną lampą żarową, której działanie opiera się na reakcji chemicznej i odpowiedniej temperaturze wolframowego żarnika.

Wraz z nasilającym się zapotrzebowaniem na silne, żarówkowe światło, powstawały coraz to nowsze pomysły zastępowania dotychczasowych gazów szlachetnych, bardziej żywotnymi substancjami. Wydajność żarówek stała się większa, jednak przedłożyło się to również na ich cenę. Masy nie przyjęły takich udogodnień zbyt entuzjastycznie, zwłaszcza, że posiadały wybór. Na rynku dostępne są żarówki gazowe, czyli tzw. halogeny. Żarówki halogenowe posiadają wiele zalet: niewielka cena, jednolite światło, zawierające filtr UV bezpieczniejszy dla oczu, czy bezpiecznik zmniejszający do minimum ryzyko wybuchu żarówki.

Dodatkowo, cenione są za swoją oszczędność energii (około 30% w przypadku żarówek energooszczędnych) oraz wydajność (okres użytkowania żarówki halogenowej wynosi około dwóch lat), jednak z czasem i w tym przypadku nie dało się nie zauważyć wad. Nagrzewają się niemniej niż żarówki tradycyjne, a ich sprawność przestaje satysfakcjonować użytkowników. Ich sława zaczyna przemijać i, podobnie jak tradycyjne żarówki, powoli zaprzestaje się produkcji tych rodzajów żarówek.

Koszty mówią same za siebie

Aktualnie, o wiele bardziej rozchwytywane są świetlówki: lampy, które nieprawidłowo nazywane są żarówkami – nie posiadają żarników, ich światło tworzą m.in. wyładowania jarzeniowe. Na rynku przebierać możemy w kilku rodzajach świetlówek i zależnie od potrzeb, dopasowywać do użytkowanych urządzeń. Wśród tzw. lamp wyładowczych wyróżniamy m.in. lampy ksenonowe, rtęciowe, kule plazmowe czy lampy sodowe, jednak najbardziej znane nam są świetlówki energooszczędne. W przypadku świetlówek, lista walorów jest naprawdę długa, możemy tu wymienić chociażby jej długowieczność przy odpowiednim użytkowaniu, skuteczność świetlną czy wreszcie efektywność energetyczną (możliwe zmniejszenie zużycia prądu nawet do 80%).

Ale lampy wyładowcze posiadają również zagorzałych krytyków. Przestrzegają oni przede wszystkim przed niebezpieczeństwem związanym z pękniętą świetlówką: zawiera ona rtęć, szkodliwą dla organizmu. Dodatkowo gorsza jakość światła bardzo osłabia wzrok. W tym zestawieniu, przy końcu znajdują się takie cechy jak mała wierność oddawania barw czy spadek żywotności w przypadku częstego włączania i wyłączania. Czas, aby przedstawić gwiazdę dzisiejszego artykułu: diody led. One również padły ofiarami błędnego nazewnictwa, jednak aby nie utrudniać, pozostańmy przy utartej terminologii. Luminofor wbudowany w obudowę lampy led pobudzany jest przez diodę elektroluminescencyjna, dając wybrany odcień światła. A jak wypadłoby więc porównanie żarówek zwykłych i led?

Musimy się zastanowić pod jakim kątem chcemy je oceniać. Jeżeli pod uwagę weźmiemy trwałość i praktyczne zastosowanie, z pewnością wygrywają diody led. Jednakże w wyścigu żarówki led a zwykłe, w kategorii mocy, musimy przyznać nagrodę tradycyjnym żarówkom.Nie zachwyciła nas moc żarówek led przelicznik, jaki udało nam się dla nich opracować wypada bardzo blado na tle tradycyjnych lamp żarowych.

Sprawność świetlna diod led osiąga do 300 lumenów, podczas gdy najczęściej wybierana żarówka 100 W, dostarcza ich 1000-1600. Żarówka led a energooszczędna porównanie również powinny otrzymać: 26 W świetlówka potrafi oddać 1150 lumenów, podczas gdy 1080 lumenów otrzymamy z 13 W lampy led. Przykładowe koszty roczne, dla poszczególnych żarówek to: lampy żarowe- 119 zł, lampy energooszczędne- 31 natomiast led 15 zł.

Podsumowanie

W przypadku żarówki led pobór prądu jest co prawda niewielki, ale i jakość światła jest niższa. Aby uzyskać satysfakcjonujące „lśnienie”, musielibyśmy zamontować sporą ilość diod, i to pod określonym kątem, aby rozproszenie było jak najlepsze. Zważywszy na to, że lampa led kosztuje przynajmniej kilkadziesiąt złotych (a potrzebujemy ich kilka), na zwrot inwestycji musimy poczekać kilka lat. Diody led są długowieczne, więc mamy czas, aby się nimi nacieszyć, jednak przemyślmy dokładnie ich zakup i wybierzmy polecanego producenta.

Dodaj komentarz